Zaciskam w dłoni okruchy dnia
zamykam brzask
jakbym chciała mieć go na własność
każdą barwę wschodu słońca
każdą barwę wschodu słońca
dzielę na drobne
ptaków przekomarzanie się niezupełne
i świst ten przeciągły
ptaków przekomarzanie się niezupełne
i świst ten przeciągły
co niesie się długo echem
śpiew żab dzielony na chóry
spada kaskadowo na tafle
roztrzaskując się jak krople
motyle wielobarwne ale wciąż szukam tych żółtych które były jak modlitwa
nad tym wszystkim
chwile uwikłane w sekundy
śpiew żab dzielony na chóry
spada kaskadowo na tafle
roztrzaskując się jak krople
motyle wielobarwne ale wciąż szukam tych żółtych które były jak modlitwa
nad tym wszystkim
chwile uwikłane w sekundy
rozrywają się nie czując bólu
a bliskość nabiera nowych znaczeń
a bliskość nabiera nowych znaczeń
tu gdzie dotykam wszystkiego
stronię od ludzi
bo noc nie zapyta
dlaczego wybrałam ciszę
Anita Steciuk



Komentarze
Prześlij komentarz